|
Podziemny przebój Szczecina
Andrzej Krasnicki jr.
Ci, którzy tam byli, mówią o turystycznym przeboju Szczecina. Od
środy można zwiedzać jeden z największych schronów w Polsce i jedyny
tej wielkości, który został udostępniony turystom.
Gigantyczne podziemia ciągną się spod Dworca Głównego w kierunku
centrum miasta. To pozostałość po XIX-wiecznych, zagadkowych tunelach,
które w 1941 r. Niemcy rozbudowali, tworząc gigantyczny schron na
pięć tysięcy osób. Po wojnie wszystko zostało okryte tajemnicą,
urządzenia wentylacyjne zmodyfikowano, przystosowano do ochrony
przed skutkami wybuchu atomowego. Tu swoją centralę miała Obrona
Cywilna. Potem schron pozostawiono samemu sobie, solidnie zamykając
wszystkie wejścia. Przez ostatnie kilkanaście lat mogły tu wejść
tylko nieliczne osoby po uzyskaniu specjalnej zgody od PKP.
Kolej w końcu zdecydowała się schron wydzierżawić. Od połowy września
gospodarzem obiektu jest szczecińska firma Centrum Wynajmu i Turystyki.
We wtorek późnym popołudniem otworzyła ona podziemia dla pierwszych
zaproszonych gości. Byliśmy wśród nich.
Zwiedzanie schronu podzielone jest na dwie części. Nasza wyprawa
zaczęła się w dużym pomieszczeniu za stalowymi drzwiami na końcu
tunelu pod torami.
- Warto pamiętać, że nawet latem temperatura w podziemiach wynosi
od 8 do 10 stopni - uprzedza Agnieszka Fader, kierownik biura Centrum
Wynajmu i Turystki.
Już w wejściu można poczuć się jak w czasach wojennych. Na półkach
zielone hełmy z logo Obrony Cywilnej, plakaty z hasłem "Obywatelu,
zapoznaj się z sygnałami alarmowymi" itp. A ze stalowych wrót
prowadzących w głąb podziemi wygląda manekin ubrany w kombinezon
przeciwchemiczny.
Pierwsza trasa prowadzi tunelami, w których w czasie wojennych
bombardowań kryli się szczecinianie. Przewodnik opowiada o funkcji
mijanych pomieszczeń, zasadach panujących tu w czasie wojny. W pewnym
momencie gaśnie światło. Ku zaskoczeniu zwiedzających w pomieszczeniu
panuje delikatny półmrok. To efekt pomalowanych farbą fosforyzującą
ścian. Tak tu też było w czasie bombardowania, kiedy gasło światło.
W jednym z tuneli na materacu leży z głową na walizce jakiś mężczyzna,
z głośnika lecą odgłosy syren i bombardowania. Tunelami dochodzimy
aż do skrzyżowania ulic 3 Maja i Narutowicza.
Druga trasa prowadzi plątaniną korytarzy i kilkunastu pomieszczeń,
w których po wojnie urzędowała Obrona Cywilna. Można odnieść wrażenie,
jakby funkcjonariusze OC wyszli stąd zaledwie przed pięcioma minutami.
Skrzynie z setkami masek przeciwgazowych, gabinet lekarski, w pokoju
szefa OC stare biurko, lampka, stare telefony, meble, portret Edwarda
Gierka. Na ścianach plakaty instruujące, co robić w przypadku skażenia.
I wszędzie oryginalne tabliczki. Na przykład "punkt przyjmowania
meldunków".
Zwiedzający po półtoragodzinnej wędrówce byli zachwyceni.
- Wyjątkowo cenna inicjatywa, chylę czoła przed organizatorami
- chwalił Ryszard Kotla, znany szczeciński przewodnik.
Zbigniew Głąbiński, prezes Zachodniopomorskiej Izby Turystyki,
nie miał wątpliwości, że zobaczył jedną z największych atrakcji
turystycznych miasta, "którą można zobaczyć bez względu na
pogodę".
- Powinna znaleźć się na trasie każdej wycieczki - mówił w rozmowie
z "Gazetą" Głąbiński.
Od wczoraj schron mogą zwiedzać wszyscy chętni. Wycieczka odbywa
się po zebraniu co najmniej 10 osób. Niestety, minusem tej atrakcji
jest cena zwiedzania. Bilet na pełną wycieczkę po schronie kosztuje
aż 20 zł. Dzieci i studenci mogą liczyć na dwuzłotową zniżkę. To
ceny obowiązujące od godz. 8.30 do 16 oraz w soboty do 14. Kto chce
się wybrać poza godzinami pracy biura, musi do każdego biletu dopłacić
3 zł. Gospodarze podziemi tłumaczą, że muszą zarobić na drogie utrzymanie
schronu.
Na zwiedzanie można umówić się, dzwoniąc pod numer tel. 0-91 434
08 01 lub 0-607 211 500.
Komentarz
Możemy zrobić jeszcze więcej. Jeżeli Szczecin szuka wyróżniających
go atrakcji, które mogą przyciągnąć turystów, to pierwszy krok mamy
już za sobą. Mniej atrakcyjne schrony w pobliskim Berlinie już od
10 lat robią furorę. Może jednak warto połączyć siły, by zrobić
coś zupełnie wyjątkowego? Nasz pomysł jest prosty. Turysta zaczyna
wędrówkę od podziemi koło Jeziora Szmaragdowego (mają już gospodarza).
Potem niemal już muzealnym wagonem spalinowym (PKP ma taki sprawny
pojazd) jedzie na Dworzec Główny. Stąd po zwiedzeniu podziemi również
pociągiem jedzie jedną z najpiękniejszych w Polsce tras kolejowych
do Polic. Od starego peronu jest tylko krok do największego w Europie
i chyba na świecie kompleksu wielkich ruin z czasów wojny. Stara
fabryka benzyny syntetycznej jest już otoczona opieką grupy hobbystów,
którzy w bunkrze urządzili małe muzeum i co sobotę oprowadzają wycieczki.
Wszystko mamy. Trzeba to tylko wykorzystać.
[powrót]
|